czwartek, 24 listopada 2011

Jesień

Jak to zwykle jesienią czas płynie błyskawicznie, stąd taka długa przerwa w blogowaniu. Ale jak tu pisać o czymkolwiek, jak za oknem ponuro, spać się chce, ciemno, zimno, a Tekla gubi sierść??!!?? No nie da się!! Jeszcze do tego że pewien dywan w dużym pokoju usilnie usiłuje zmienić ubarwienie z zielonego na biało-rudy (i kosmaty!!!), w czym równie usilnie usiłuję mu przeszkodzić, codziennie odkurzając. Mam niejasne podejrzenia, że że w zmowie z dywanem jest Tekla...
Poza tym listopad to także pracowity miesiąc, bo złożyły się pod rząd 3 arcyciekawe seminaria szkoleniowe- najpierw Amber Batson z pierwszym wykładem w ramach serii behawiorystycznej pt. "Poskromienie dzikusa- czyli jak wyciszyć psa metodami pozytywnymi", potem konferencja "Zachowania zwierząt", organizowana przez Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu, a dziś muszę się spakować na III zjazd kursu behawiorystycznego... Uff!!! Wiedza wypływa uszami, nie mam nawet czasu na spokojne jej przetrawienie w głowie. Ale po ostatniej Amber wdrożyłam już pewne zmiany w życiu moich psów i zdaje mi się, że ich poziom stresu, a przede wszystkim- poziom ekscytacji u Tekli- nieco spadł. Zobaczymy, co będzie za miesiąc!
Kilka fotek:
Suki na spacerku

II zjazd kursu behawiorystycznego



A tak Elza przyswajała wiedzę po zajęciach

I jedna ze zmian w psim dobrostanie- do "nor" dołączyło legowisko na podwyższeniu; troszkę zaburza mi to wygląd "mojego" pokoju, no i do czasopism dostać się ciężko, ale suki chyba zadowolone...

Wielbicieli Tekli zapewniam, że po tym weekendzie będą i Teklowe foteczki!!!
p.s. zdjęcia z kursu zawdzięczamy Kasi Harmacie z Białego Psa: www.bialypies.pl

niedziela, 18 września 2011

Spacerkowo

Sezon wycieczek po górach uważam za rozpoczęty. Turystów tak jakoś mniej, upały nie grożą i od razu jest przyjemniej. W zeszłym tygodniu zdobyłyśmy Orłową, dziś byłyśmy w Brennej na kawce, za punkt początkowy i końcowy mając Równicę w Ustroniu. Wyruszamy zawsze wcześnie rano, bo koło 8, w południe najczęściej jesteśmy już w drodze powrotnej do domu. I całe szczęście, bo od południa na Równicy zaczyna się nalot turystów, którzy w klapeczkach, szpileczkach, kapciach i innym, równie trafnym obuwiu, wielce zziajani obfotografowują się przy najbliższej knajpce ;-) 
Zdjęcia z poprzedniego wypadu są tutaj. Z dzisiaj zdjęc mam niewiele, bo zapomniałam o aparacie :-)



środa, 14 września 2011

O wystawach i głaskaniu

Po roku przerwy wybrałam się w celach zakupowych na wystawę. Zakupy poczyniłam, nabywając dla Tekli przestronną budę materiałową, w której będzie mogła spokojnie zapaść w sen, osiągając fazę REM (wiecie, że fazę REM psy osiągają tylko wyciągnięte na boku??). A żeby ta faza była łatwiej osiągalna, kupiłam też suczom po wygodnej, miękkiej i grubej poduszce. Ale jakby co, to poduszki już były, okej? Bo mąż wie tylko o budzie ;-)
Niemniej nie o spaniu chciałam napisać, tylko o obserwacjach poczynionych na wystawie. Każdorazowo odwiedzając takie miejsce jestem w niesamowitym szoku, że imprezy te kończą się w zasadzie bezkrwawo! Żadnych ran szarpanych, wygryzionych łydek, poobgryzanych uszu, 8-palczastych dłoni... Ogromnie mnie to dziwi za każdym razem, tym bardziej obserwując ludzi, którzy aż się proszą o katastrofę- do obcych psów podchodzą na wprost, głaszczą je po głowie, obściskują, klepią, miętolą uszy, pochylają się, przy czym często robią to z zaskoczenia, nie pytając się nawet o pozwolenie (właściciela, bo jakoś nie przychodzi mi do głowy myśl, że człowiek mógłby nawet paść na to, że o pozwolenie powinno się zapytać psa...). Podobnie niefrasobliwi i bezmyślni są sami właściciele psów, narażając je na przeciskiwanie się między jednym stoiskiem a drugim, w tłumie ludzi i psów, nie pozwalając na swobodę ruchów (krótkie smycze i zaciśnięte obroże) i zezwalając na miętolenie, co ma niby pokazać, jaki to jest cudowny i łagodny pies. Nooo, cudowny na pewno jest, że na takie działanie nie reaguje zębami... A powinien! W całym tym posiadaniu psa ludzie dawno zapomnieli, że pies jest istotą żyjącą, która ma przestrzeń osobistą i która powinna mieć, ograniczoną, bo ograniczoną, ale jednak! możliwość wyboru i decydowania o sobie. Powtarzamy- pies to nie zabawka, a jednak nawet Ci, którzy to powtarzają za oczywiste uważają swoje prawo do dysponowania psim ciałem. Nieprawda? A jednak! A wszystko się opiera o głaskanie. Takie porównanie- ja jestem osobą, jak nazywa mnie mama, autystyczną. Mąż mówi o mnie jako o elemencie aspołecznym ;-) Bowiem ja z ludźmi to niekoniecznie mam po drodze, a strefę osobistą mam nadmiernie rozwiniętą. Owszem, lubię, jak przytula mnie mąż- w końcu jest moim mężem ;-) Trochę mniej lubię witanie się i „misiaki” z członkami bliższej i dalszej rodziny, ale poddaję się temu, bo tak trzeba. Jeszcze mniej lubię być dotykana czy przytulana przez znajomych i jeśli mogę, to tego unikam. Natomiast jakikolwiek kontakt fizyczny z osobami dopiero co poznanymi, albo wręcz obcymi jest dla mnie niemiły i jak trzeba, potrafię zareagować ostro. Czy jestem jakaś inna? Nie sądzę, bo choć może większość ludzi mniej niechętnie reaguje na kontakt fizyczny z ludźmi, które zna, to jednak zdecydowana większość nie życzy sobie być dotykana przez osoby obce, reagując na takie sytuacje w najlepszym przypadku uprzejmym zwróceniem uwagi, w najgorszym- wręcz rękoczynami (tzw. obrona konieczna). Dlaczego więc jesteśmy oburzeni, jak pies gryzie obcą osobę, która próbuje go pogłaskać?? Dlaczego zaraz krzyczymy: „ten pies jest agresywny, ten pies powinien chodzić w kagańcu!!”?? Przecież on tylko się bronił!!
Większość psów ma podobnie, jak ja- lubi dotyk właściciela (:-P), o ile jest to dotyk subtelny (chyba nikt z nas nie lubi poklepywania, podobnie pies), delikatne głaskanie czy drapanie. Ale- żaden pies nie lubi przytulania, nawet jeśli przytula właściciel. Nie wierzycie? Przytulcie własnego psa a zaraz zaobserwujecie wysyłane przez psa sygnały uspokajające (oblizywanie się, odwracanie głowy, zianie itd.), a po puszczeniu pies natychmiast się otrzepie- każdy!!
Znajomi głaszczący psa- też są okej, o ile oczywiście również robią to subtelnie i nie zmuszają psa do bycia głaskanym. Obcy- tu już mało który pies to lubi, ale większość znosi- bo jest dobrze wychowany, albo bo musi. Pytanie- czy naprawdę powinien to znosić? Czy powinniśmy wymagać od psa, by poddawał się wątpliwej przyjemności „pieszczotom”? W końcu od tego jesteśmy właścicielami, żeby chronić naszego psa przed tym, co nie jest dla niego miłe. Tym bardziej, że, niestety, większość ludzi nie ma bladego pojęcia o tym, jaki dotyk lubi pies. 99 na 100 osób pierwsze co zrobi, to pacnie rękę na psi łeb, tarmosząc go za uszy, albo, jeszcze gorzej, pochylą się nad psem i zaczną ten biedny psi łeb przytulać. Porównywalnie- jakby obca osoba złapała mnie za tyłek, a ja powinnam się na to zgodzić, bo inaczej zakują mnie w kajdanki oskarżając o nadmierną agresję...
Jak wobec tego głaskać psa? Mówiłam już: delikatnie. To raz. Dwa- nie na siłę. Nie wolno zmuszać psa do bycia głaskanym, bo to wtedy nie przyjemność, tylko tortura. Wręcz gwałt. Trzy- psia głowa jest strefą wyjątkowo osobistą (porównywalnie do ludzkich pośladków lub piersi) i z tym większą delikatnością powinno się ją traktować, a najlepiej- nie głaskać. Cztery- nie pochylać się nad psem. Pochylanie się ZAWSZE jest odbierane jako zagrożenie, dlatego najwięcej pogryzień zdarza się właśnie podczas pochylania się (tudzież przytulania) nad psem. A przecież kucnięcie nie stanowi takiego wielkiego problemu, prawda? Pięć- pamiętajmy, że pies to osobna istota, która ma swoje określone preferencje, ma lepsze i gorsze dni i ma prawo do decydowania o sobie w pewnym, mocno ograniczonym, ale jednak, zakresie.
p.s. Mimo wszystko zdarza mi się przytulać do własnych psów... ;-)


niedziela, 11 września 2011

Witajcie!

Serdecznie witam w nowej odsłonie starego bloga.  Kontynuując, znajdziecie tu zapiski z życia PSYjaciół, czyli rottweilerki Elzy i Po Prostu ;-) Tekli, oraz historie zainspirowane działalnością Centrum Kynologicznego PSYjaciele i/lub Kliniki weterynaryjnej Vetka. Zapraszam do odwiedzin!!!