Po roku przerwy wybrałam się w celach zakupowych na wystawę. Zakupy poczyniłam, nabywając dla Tekli przestronną budę materiałową, w której będzie mogła spokojnie zapaść w sen, osiągając fazę REM (wiecie, że fazę REM psy osiągają tylko wyciągnięte na boku??). A żeby ta faza była łatwiej osiągalna, kupiłam też suczom po wygodnej, miękkiej i grubej poduszce. Ale jakby co, to poduszki już były, okej? Bo mąż wie tylko o budzie ;-)
Niemniej nie o spaniu chciałam napisać, tylko o obserwacjach poczynionych na wystawie. Każdorazowo odwiedzając takie miejsce jestem w niesamowitym szoku, że imprezy te kończą się w zasadzie bezkrwawo! Żadnych ran szarpanych, wygryzionych łydek, poobgryzanych uszu, 8-palczastych dłoni... Ogromnie mnie to dziwi za każdym razem, tym bardziej obserwując ludzi, którzy aż się proszą o katastrofę- do obcych psów podchodzą na wprost, głaszczą je po głowie, obściskują, klepią, miętolą uszy, pochylają się, przy czym często robią to z zaskoczenia, nie pytając się nawet o pozwolenie (właściciela, bo jakoś nie przychodzi mi do głowy myśl, że człowiek mógłby nawet paść na to, że o pozwolenie powinno się zapytać psa...). Podobnie niefrasobliwi i bezmyślni są sami właściciele psów, narażając je na przeciskiwanie się między jednym stoiskiem a drugim, w tłumie ludzi i psów, nie pozwalając na swobodę ruchów (krótkie smycze i zaciśnięte obroże) i zezwalając na miętolenie, co ma niby pokazać, jaki to jest cudowny i łagodny pies. Nooo, cudowny na pewno jest, że na takie działanie nie reaguje zębami... A powinien! W całym tym posiadaniu psa ludzie dawno zapomnieli, że pies jest istotą żyjącą, która ma przestrzeń osobistą i która powinna mieć, ograniczoną, bo ograniczoną, ale jednak! możliwość wyboru i decydowania o sobie. Powtarzamy- pies to nie zabawka, a jednak nawet Ci, którzy to powtarzają za oczywiste uważają swoje prawo do dysponowania psim ciałem. Nieprawda? A jednak! A wszystko się opiera o głaskanie. Takie porównanie- ja jestem osobą, jak nazywa mnie mama, autystyczną. Mąż mówi o mnie jako o elemencie aspołecznym ;-) Bowiem ja z ludźmi to niekoniecznie mam po drodze, a strefę osobistą mam nadmiernie rozwiniętą. Owszem, lubię, jak przytula mnie mąż- w końcu jest moim mężem ;-) Trochę mniej lubię witanie się i „misiaki” z członkami bliższej i dalszej rodziny, ale poddaję się temu, bo tak trzeba. Jeszcze mniej lubię być dotykana czy przytulana przez znajomych i jeśli mogę, to tego unikam. Natomiast jakikolwiek kontakt fizyczny z osobami dopiero co poznanymi, albo wręcz obcymi jest dla mnie niemiły i jak trzeba, potrafię zareagować ostro. Czy jestem jakaś inna? Nie sądzę, bo choć może większość ludzi mniej niechętnie reaguje na kontakt fizyczny z ludźmi, które zna, to jednak zdecydowana większość nie życzy sobie być dotykana przez osoby obce, reagując na takie sytuacje w najlepszym przypadku uprzejmym zwróceniem uwagi, w najgorszym- wręcz rękoczynami (tzw. obrona konieczna). Dlaczego więc jesteśmy oburzeni, jak pies gryzie obcą osobę, która próbuje go pogłaskać?? Dlaczego zaraz krzyczymy: „ten pies jest agresywny, ten pies powinien chodzić w kagańcu!!”?? Przecież on tylko się bronił!!
Większość psów ma podobnie, jak ja- lubi dotyk właściciela (:-P), o ile jest to dotyk subtelny (chyba nikt z nas nie lubi poklepywania, podobnie pies), delikatne głaskanie czy drapanie. Ale- żaden pies nie lubi przytulania, nawet jeśli przytula właściciel. Nie wierzycie? Przytulcie własnego psa a zaraz zaobserwujecie wysyłane przez psa sygnały uspokajające (oblizywanie się, odwracanie głowy, zianie itd.), a po puszczeniu pies natychmiast się otrzepie- każdy!!
Znajomi głaszczący psa- też są okej, o ile oczywiście również robią to subtelnie i nie zmuszają psa do bycia głaskanym. Obcy- tu już mało który pies to lubi, ale większość znosi- bo jest dobrze wychowany, albo bo musi. Pytanie- czy naprawdę powinien to znosić? Czy powinniśmy wymagać od psa, by poddawał się wątpliwej przyjemności „pieszczotom”? W końcu od tego jesteśmy właścicielami, żeby chronić naszego psa przed tym, co nie jest dla niego miłe. Tym bardziej, że, niestety, większość ludzi nie ma bladego pojęcia o tym, jaki dotyk lubi pies. 99 na 100 osób pierwsze co zrobi, to pacnie rękę na psi łeb, tarmosząc go za uszy, albo, jeszcze gorzej, pochylą się nad psem i zaczną ten biedny psi łeb przytulać. Porównywalnie- jakby obca osoba złapała mnie za tyłek, a ja powinnam się na to zgodzić, bo inaczej zakują mnie w kajdanki oskarżając o nadmierną agresję...
Jak wobec tego głaskać psa? Mówiłam już: delikatnie. To raz. Dwa- nie na siłę. Nie wolno zmuszać psa do bycia głaskanym, bo to wtedy nie przyjemność, tylko tortura. Wręcz gwałt. Trzy- psia głowa jest strefą wyjątkowo osobistą (porównywalnie do ludzkich pośladków lub piersi) i z tym większą delikatnością powinno się ją traktować, a najlepiej- nie głaskać. Cztery- nie pochylać się nad psem. Pochylanie się ZAWSZE jest odbierane jako zagrożenie, dlatego najwięcej pogryzień zdarza się właśnie podczas pochylania się (tudzież przytulania) nad psem. A przecież kucnięcie nie stanowi takiego wielkiego problemu, prawda? Pięć- pamiętajmy, że pies to osobna istota, która ma swoje określone preferencje, ma lepsze i gorsze dni i ma prawo do decydowania o sobie w pewnym, mocno ograniczonym, ale jednak, zakresie.
p.s. Mimo wszystko zdarza mi się przytulać do własnych psów... ;-)